
Lex Szarlatan – koniec pseudomedycyny czy przejęcie rynku zdrowia przez Big Pharma?
3 lipca 2026 roku Sejm uchwalił ustawę o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, potocznie zwaną „lex szarlatan”. Formalnie ma ona chronić pacjenta przed niebezpieczną pseudomedycyną i dezinformacją zdrowotną. Nieformalnie – stała się polem walki między Ministerstwem Zdrowia, a szeroko rozumianą dziedziną medycyny komplementarnej, która widzi w ustawie istotne zagrożenie dla dziesiątek tysięcy przedsiębiorców.
Co zakłada ustawa
Nowelizacja ustawy daje Rzecznikowi Praw Pacjenta do:
- wydawania publicznych ostrzeżeń wobec praktyk uznanych za pseudomedyczne,
- stosowania kar osiągających nawet milion złotych,
- wydawania decyzji tymczasowych nakazujących natychmiastowe zaprzestanie działań,
- blokowania stron internetowych szerzących niebezpieczną dezinformację zdrowotną.
Zadecydowanie głosowało 232 posłów, przeciw 34, a aż 162 rozpoznało się od głosu – co samo w sobie pokazuje jak oceniono projekt wewnątrz Sejmu.
Ryzyko dla zawodów
Poniższa lista dotyczy zagrożeń zauważonych przez środowisko branżowe w toku publikacji publicznych (niemal 5 tysięcy uwag) oraz analizach prawników i publicystów zajmujących się procesem legislacyjnym.
Wysokie ryzyko (zawody bezpośrednio wskazywane jako zagrożenie)
- Naturopaci – środowisko do najgłośniej mówi o ryzyku „likwidacji postępowania ustawą”, szacując straty na miliony mln zł (trudno oszacować to dokładnie i na razie Ministerstwo Zdrowia nie dysponuje wiarygodnymi danymi).
- Zielarze i fitoterapeuci – ryzyko dotyczy głównego sposobu komunikacji (obietnice wyleczenia), nie samej sprzedaży ziół.
- Homeopaci – praktyka oparta na całościowych metodach niepotwierdzonych naukowo.
- Specjaliści medycyny chińskiej, komplementarnej i innych, które nie są w nurcie obecnej wiedzy medycznej.
Umiarkowane ryzyko (zależne od formy działalności)
- Dietetycy – ryzyko pojawia się gdy po dietę przychodzi osoba chora (sic!).
- Hipnoterapeuci i aromaterapeuci – ryzyko wzrasta, gdy usługa jest przedstawiana jako leczenie, a nie wsparcie.
- Akupunkturzyści – ustawa nieosiągalna automatycznie tej metody za pseudomedycznej; liczy się kontekst i sposób prezentacji.
- Kosmetolodzy wykonują usługi z pogranicza medycyny estetycznej (toksyna botulinowa, wypełniacze, mezoterapia iniekcyjna) – uciekają się do dostępu zastrzeżonego dla lekarzy.
Niskie ryzyko
Ministerstwo Zdrowia w wersji regulowanej „25 Q&A” jest rozpowszechniane wprost, że ustawa nie ma zakazu stosowania :
- zielarstwa jako takiego,
- kosmetologii (poza zabiegami z pogranicza medycyny),
- podologii, trychologii,
- jogi,
- masażu.
Brak danych
Dla części zawodów (np. trycholodzy ) nie znaleziono w materiałach prasowych ani konsultacyjnych żadnych użytkowników ani usług branżowych – co może być potwierdzone przez marginalne dane w tym środowisku, a nie jest to realna ocena ryzyka.
Problem kluczowy – nieostra definicja
Największe kontrowersje budzi definicja „praktyki pseudomedycznej”. Pierwotnie stosowane, było bardzo szeroko – jako „podejmowanie działań mających na celu zachowanie, ratowanie, przywracanie lub poprawianie zdrowia przez osobę niewykonującą leczenia medycznego”. Krytycy, w tym byli wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, wskazywali, że tak szeroki zapis dotyczący każdego działania prozdrowotnego wykonywanego przez osobę spoza organizacji zdrowotnych.
W toku pracy sejmowej podkomisji stosowania zawężono, dodając przesłankę zagrożenia dla zdrowia pacjenta lub życia oraz ograniczając część przepisów dotyczących sytuacji dotyczącej osób małoletnich, chorób onkologicznych i innych stosowania.
Przejęcie rynku przez Big Pharma?
W rozwiązaniu dotyczącym ustawy pojawia się także wątek, który zawiera poza spór o definicje – argument, że lex szarlatan w praktyce wyruguje z rynku małych firm różne zawody (gabinety naturopatyczne, szczegółowe zielarzy, producentów suplementów), a otworzy pole do działania Big Pharma czyli firmom farmaceutycznym i sieciowym placówkom medycznym.
Argumenty podnoszone przez trzymających tej tezy:
- Nieostra definicja pseudomedycyny w wyroku z uznaniowością Rzecznika Praw pacjenta rodzi ryzyko selektywnego egzekwowania prawa – bez możliwości obrony.
- Zapisy o „dezinformacji” mogą być ocenione do eliminowania z debaty publicznej, kwestionujące terapie konwencjonalne, co – uwaga krytyków – ważne miejsce jednego paradygmatu leczenia (opartego na farmakoterapii) kosztem alternatywnym.
Co dalej
Ustawa już przeszła przez Sejm i Senat (Senat przypada na nią z poprawnymi legislacyjnymi 62 głosami za, przy 6 przeciw i 17 wstrzymujących się). Teraz czeka na prezydenta Karola Nawrockiego, który może zostać zapisany, zawetować lub zastosować do urzędu Konstytucyjnego. Ostateczne regulacje prawne – a więc i realna skala ryzyka dla poszczególnych uczestników – niepewny do momentu wejścia ustawy w życiu, podzielonego na trzy miesiące od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

